CZY NAPRAWDĘ NIC NAM NIE WOLNO? O tym, że mimo pandemii nie trzeba rezygnować z nauczania metodami aktywizującymi.
Pandemia koronawirusa trwa, my jednak już za dwa dni wracamy do szkół. Czy to słuszna decyzja czy nie, czas pokaże. Kontrowersje jednak budzą decyzje Ministerstwa Edukacji Narodowej dotyczące sposobu pracy z uczniami. Ostatnio w mediach społecznościowych przeczytałam słowa: "Zabroniono nam korzystać z własnych materiałów dydaktycznych, jeśli nie nadają się do dezynfekcji... Czyli: żadnych karteczek do układania zdań ze słówek, żadnych kostek do rzucania czy do storytell, żadnych piłeczek, łapek do pokazywania na tablicy czy na ścianach, losowania, gier planszowych. Żadnej pracy w parach czy grupach, bo wymaga skrócenia dystansu. Uczniowie są przypisani do swoich ławek i nie powinni zmieniać miejsc. Nie mówiąc o żadnych ćwiczeniach ruchowych. Mogą korzystać WYŁĄCZNIE z własnych książek, zeszytów i materiałów. Chyba że coś, co mogę zdezynfekować po każdorazowym użyciu. Jeśli ksera od nauczyciela, to wydrukowane tydzień wcześniej i minimum 48 godzin "kwarantanny" dla papi...