I znów Wokulski… Lubię spontaniczne pomysły na lekcje. Lubię, gdy lekcja „dzieje się sama”, a pomysł na nią powstaje w jej trakcie. Wiem, czego oczekuję po zajęciach… Wiem, jakie cele muszę zrealizować, ale nie lubię kolejny raz tego samego tematu omawiać tak, jak robiłam to już wcześniej. Jest to też czasami trudne ze względów organizacyjnych… Tak było i tym razem… Łatwo zaprezentować Stanisława Wokulskiego jako człowieka epoki przejściowej, dzieląc uczniów na dwie kilkuosobowe grupy. Niewątpliwie jest to trudniejsze, gdy klasa liczy 30 osób. Jak zatem sobie z tym poradziłam? Zaczęłam od tego, że poprosiłam uczniów, by przygotowali sobie lekturę, zabrali ze sobą kredki, pisaki, kolorowy papier z klasy i przybory szkolne, które mogą im się za moment przydać. Tym samym wzbudziłam ich ciekawość. Następnie poszliśmy do auli szkolnej, w której jest mnóstwo przestrzeni. Przy wejściu nadałam uczniom numery zespołów – 1 i 2 – i w ten sposób podzieliłam ich od razu na dwie grupy. W każde...
Blog o aktywnym nauczaniu, zgodnym z ideą Konfucjusza: "Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól mi zrobić, a zrozumiem." Autorka bloga to nauczyciel dyplomowany języka polskiego w I Liceum Ogólnokształcącym z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Tomasza Zana we Wschowie. Pasjonatka teatru, literatury, dobrego kina i podróży.